Jak znaleźć męża w 90 dni? - Ssk-ji- ssk-ji.info
logo

Medycyna postępuje...
Reklama

BARDZO DOBRA
WITAMINA D3 
(z lanoliny) TiB

BIERZ JĄ w protokole z K2 TiB

TOP

Dzień | Tydzien | Miesiąc | Ever
Kategorie

Archiwum
  • Jak znaleźć męża w 90 dni?

    panna młodaSkoro ludzie, moja kumpela widziała to w telewizorze, mogą cały dom odnowić w jeden weekend, to dlaczego ona nie mogłaby znaleźć sobie męża dajmy na to w 90 dni?

    Oto wrzuta o zamążpójściu mojej kumpeli.

    Moją kumpelę akurat po niedawnych perypetiach miłosnych zakończonych ostatecznym zerwaniem ze swoim bojfrendem dopadła influenca. Wstała w nocy i w drodze do kuchni tym razem dopadło ją odwodnienie i raptownie osunęła się na swoją dizajnerską podłogę z olejowanego wintycz teku.

    Następnego dnia, gdy przyglądała się posiniaczonej fizis i zeszytej wardze, doznała objawienia.

    Mieszkanie w pojedynkę ma z pewnością wiele zalet, do których należą wygodne wory zamiast odzieży do przemieszczania się po pieleszach, witariańskie żarcie w postaci kilku owoców owiniętych w liść sałaty, zamiast odbierających urodę wysoko oktanowych posiłków, dwie umywalki tylko dla siebie do porannej toalety i całe łóżko do dyspozycji bez elementu chrapiącego.

    Jednak jedna mała mysz, albo akurat grypa uświadamia człowiekowi, że potrzeba mu męża. Nie jakiegoś bojfrenda, z którym przypadkowa kłótnia może skutkować rozstaniem, ale właśnie męża, którego trudno wyprosić z mieszkania nawet po rozwodzie.

    Moja kumpela mieszka w dużym szalenie modnym mieście, gdzie krążą przerażające opowieści w kształcie: kobieta po czterdziestce ma większe prawdopodobieństwo zginąć w ataku terrorystycznym, albo od pioruna (wstawcie sobie dowolną, byle mało prawdopodobną tragedię), niż wyjść za mąż.

    Wyobraziła sobie moja kumpela starszą panią, która umiera z głodu siedząc w kucki na stole, gdy na jej dizajnerskiej podłodze, teraz jeszcze bardziej wintycz grasuje mysz.

    Tą kobietą była moja kumpela.

    Uświadomiła sobie z przerażeniem, że to wizja jej przyszłości i podjęła decyzję błyskawicznie. Mąż. Potrzebny jest mąż.

    Są miejsca na świecie, gdzie kobiet jest dwa razy więcej niż mężczyzn, ale nawet gdy proporcje są bardziej korzystne do zamążpójścia, to jakie takie wydanie się za mąż okazuje się być potwornym problemem. Tak się towarzystwo rozwydrzyło singielstwem.

    Moja kumpela o miłości wiedziała wszystko, ale o małżeństwie zgoła nic.

    Skoro ludzie, widziała to w telewizorze, mogą cały dom odnowić w jeden weekend, to dlaczego ona nie mogłaby znaleźć sobie męża dajmy na to w 90 dni? Dlaczego nie?

    Nastoletnie dziewczyny stają się topowymi modelkami, też widziała w telewizorze, w ciągu 8 tygodni, to znalezienie męża w 3 miesiące chyba nie będzie zadaniem niewykonalnym?

    Zaczęła od drążenia rzeczywistości.

    Gdyby tak zebrać wszystkich mężczyzn żyjących na świecie, a następnie odrzucić tych, którzy skończyli czterdzieści cztery, a nie skończyli dwadzieścia pięć dajmy na to, odrzucić żonatych i gejów, odrzucić wariatów, osoby bezdomne, liczące poniżej sto siedemdziesiąt i powyżej sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, oraz rolników, a tym bardziej wieśniaków bez ziemi, okazuje się, że pozostałoby jeden koma dwadzieścia pięć (1,25) procent mężczyzn, którzy mogliby zostać mężami mojej kumpeli.

    Postanowiła jednak się nie zrażać, w końcu 90 dni to całkiem sporo i jak się czegoś naprawdę chce można z pewnością tego dopiąć.

    Zaczęła od rozpytywania znajomych, czy nie znają nikogo wolnego, gdyż właśnie ma misję zamążpójścia do wypełnienia. Odbyło się kilka jednorazowych randek z bardzo dziwnymi mężczyznami.

    Gdzie w ogóle jej znajomi poznali tych dziwaków? Może też na zaaranżowanych randkach tym razem służących do poszukiwania znajomych. Dalekich.

    Minęła już dekada, a moja kumpela z nikim nie umówiła się nawet na drugą randkę, a co tu mówić o oświadczynach.

    Internet?

    Tego obawiają się wszystkie singielki. Tych żonatych, maminsynków, albo tylko oszustów, którzy chcą jedynie seksu od zdesperowanych mało owocnym poszukiwaniem mężów kobiet.

    Moja kumpela obawiała się zmulantów wrzucających jako własne, zdjęcia ratowników ze Słonecznego Patrolu. Obawiała się małych zboczków i zboczeńców z poważnym problemem dla otoczenia.

    Generalnie internet i jego pokoje randkowe bardzo ją odstraszały.

    Może więc zwykłe portale tematyczne, takie jak dla witarian singli? Jednak witarianie poszukujący żon, byli tak samo pociągający moją kumpelę jak Durian Rider z podwiązanym na własną prośbę nasieniowodem.

    Wprawdzie zdarzył się pewien incydent z Francuzem zapoznanym w necie, ale już po kilku dniach znajomości było jasne, że nie rokował ożenkiem. Internet więc nie wypalił, a minął już prawie miesiąc.

    Na fejsbuniu dostawała wprawdzie szybkie lajki, ale jak dotąd nikt się nie oświadczył. Kolejne dni również niczego w tym temacie nie zmieniły, dużo wychodziła z domu, była wesoła, zadbana i asertywna, potrafiła trzymać kamienną twarz i nie ujawniać swoich zamiarów, które nie jednego mogłyby odstraszyć.

    Grała w golfa, tenisa i skłesza, otwarta na wszelkie formy flirtu. Jej nowy szczeniak każdego dnia w parku zaczepiał psy potencjalnych. Błyszczała humorem. Ubierała się adekwatnie do sytuacji i prawidłowo targetowała odzieżą wierzchnią i spodnią. Potrafiła zachować spokój i stosowała samokontrolę. Od czasu do czasu próbowała też metody na szaleństwo. Stawiała dzikiemu/eleganckiemu mężczyźnie przy barze kolejkę.

    Tryskała energią, albo dla odmiany potrzebowała wsparcia przy wkładaniu wtyczki do kontaktu, nie mówiąc o burzy. Chodziła na najbardziej odjechane imprezy, w przerwach do teatru, oraz opery na klasykę i potrafiła załatwić bilety na Fear Feactory – , a na trudnym do wytrzymania koncercie wpadała w trans, jakby to jej raperska muza była.

    Nauczyła się kilka słów w suahili, żeby nie ograniczać horyzontów, w razie czego podszkoliłaby się bardziej. Jednym słowem zrobiła wszystko co było do zrobienia w bestsellerowych poradnikach jak szybko poznać swojego męża.

    Minęło już 89 dni i moja kumpela zrozumiała, że grozi jej staropanieństwo do końca życia, że wielki świat jest wrogi związkom na poważnie, że w sumie nie wiadomo kto, z kim i na jakich warunkach ma się rozmnażać. Dobrze, że są Azjaci, bo już mało kto w wielkim mieście zaciąża.

    Nie każda historia kończy się szczęśliwie, owszem w baśniach często w epilogu miód i wino się na weselisku robi, ale w prawdziwym życiu nadszedł dzień dziewięćdziesiąty, a moja kumpela nie miała męża. Ba nawet nie zanosiło się na jakiekolwiek oświadczyny.

    Nie mówcie tylko, że na co kumpeli mąż, że liczy się osobowość do obejrzenia z rana w lustrze i takie tam, bo moja kumpela chciała mieć męża. Tak jak jej matka i babka, nie mówiąc o wcześniejszych antenatkach. Następnie moja kumpela zamierzała zbudować wspólne gniazdo i zaciążyć. Właśnie tą drogą chciała iść i się nie udało.

    Skoro tak, skoro tak się na świecie porobiło, postanowiła, że ona jednak będzie miała męża. Tyle, że cudzego. I od pewnego czasu ma męża i jest całkiem spoko.

    owocek:)

    (Visited 6 693 times, 2 visits today)

    Powiązane artykuły

    1. Piksi 5 lipca 2014 o 18:44

      Na myszy lepiej się sprawdza kot, niż mąż.

      1. pepsieliot 5 lipca 2014 o 19:08

        Och Piksi to jest metafora, ale rozumiem, że u Ciebie także. A na marginesie pytanko Ty jesteś od Diksi ? 🙂

        1. Piksi 5 lipca 2014 o 20:57

          Oj, to taki żarcik. Tak, ta od Diksi hi hi.

    2. Niki 5 lipca 2014 o 20:22

      Wiedziałam, że tak się skończy bajka ;D jak tylko przeczytałam „jak szybko poznać swojego męża” pomyślałam, „a może poznałaby cudzego? nie byłoby to szybciej? On już jest mężem, czyimś, raz już się zdecydował to i jest większa szansa że zdecyduje się ponownie” ufff odetchnęłam z ulgą, jednak tak jak większość ludzkości i ja wolę hepiendy 😉 smutno byłoby przeczytać zakończenie, że oto siedzi teraz z kotem w fotelu ogląda brazylijską telenowelę z tłustymi włosami i w podomce… takim nylonowym fartuszku, zajadając żal lodami.

      1. pepsieliot 6 lipca 2014 o 00:37

        Niki no tak, mogła się rzecz zle skończyć 🙂

    3. Kalarepka 5 lipca 2014 o 21:31

      Litości!!! Odbicie cudzego męża uważacie za cool? Poczekajcie aż ktoś Wam odbije Waszego. Ciekawe czy będzie tak zabawnie. Puste to i smutne a co najgorsze szerzące szkodliwe przekonania o szczęściu. 🙁

      1. pepsieliot 6 lipca 2014 o 00:34

        Kalarepko mąz to nie tobół którego się odbija, to mąż decyduje czy zdradzi swoją żonę, czy teź nie, i jeszcze na marginesie, czy słyszałaś kiedyś o czymś takim jak: sarkazm, kpina, ironia?

      2. fanta 6 lipca 2014 o 01:07

        Oj nieładnie Kalarepko tak pisać 🙂 Mąż to nie własność, miłość – nie posiadactwo.

        1. pit 6 lipca 2014 o 21:14

          Skoro mąż to nie własność, to po co jej mąż?
          Tzn. element chrapiący.
          Do łapania myszy i wycierania nosa przy grypie?
          Myślę, że stać koleżankę na pielęgniarza, myszo-hycla oraz żigolaka.
          Czy ten cudzy mąż łapie myszy i gotuje herbatki?
          I don’t think so…

          A szukanie męża na u to już jakiś ponury żart albo totalna desperacja.

          Sorry, są ZASADY i cudzych mężów/żon się nie puka.
          Czasem jeden głupi wyskok może zrujnować historię całej rodziny.

          1. pepsieliot 6 lipca 2014 o 22:50

            Pit jak moźna mieć pretensje do kobiety, to nie ona była w związku i nie ona zdradza, to ńiesprawiedliwe, źeby nie obwiniać ewentualńie winnego

            1. pit 7 lipca 2014 o 07:13

              Nie mam pretensji do nikogo, ale piszesz, że to koleżanka postanowiła znaleźć cudzego, stąd wnoszę, że wyszła z inicjatywą.

              Wiesz, opisana sytuacja przypomina mi trochę taką w stylu „nie mam kasy, to napadnę na bank”.

              Można w ten sposób, ale trzeba brać pod uwagę konsekwencje. Krótko i długoterminowe.

      3. Przemek 13 stycznia 2015 o 22:42

        Ot, niektórym myli się akt ślubu z aktem własności 🙂

    4. kurkur 5 lipca 2014 o 22:43

      pepsik, offtopic: umyłem piekarnik płynem do mycia naczyń, bo jakoś zapomniałem o sodzie i occie i teraz jak ów piekarnik włączam to czuję zapach tego płynu. Co robić, peps?
      kiss

      1. pepsieliot 6 lipca 2014 o 00:35

        Kurkur to jeszcze raz przemyj wodą z sodą, soda pochłania zapachy

    5. klepsydra 6 lipca 2014 o 01:49

      Yeah dobre zakończenie.
      Pepsi, mam powalającą apologię, włosy będą lecieć z głów ^ ^

      1. pepsieliot 6 lipca 2014 o 08:18

        Klepsydro no to powal

    6. Rena 6 lipca 2014 o 13:49

      Koleżanka postawiła sobie ambitny cel, jeszcze nic straconego 🙂

    7. pepsieliot 6 lipca 2014 o 15:33

      też tak myślę, tym bardziej, że cudzy mąż nie marzy o rozmnożeniu 🙂

    8. Lucjan 7 lipca 2014 o 08:38

      Coś mi nie dawało spokoju, nie sam tekst, chodziło mi coś po głowie i targało włosy. Przedmiotowe traktowanie męża? No, nie, ja też daję się traktować w ten sposób, takie życie…Symbolika tekstu (bo można się różnych rzeczy doszukiwać!). Nie chyba, nie… Aż wreszcie zakumałem! 90! Dlaczego 90?! Nie 80, 100, a właśnie 90?! Od razu googlowanie, no tak, był taki co potrzebował 90 dni spokoju! Mimo, wtedy, młodości, niemiło kolesia wspominam, no i te 90 też…
      Friend czy mąż jeden pies, tak samo może po kłótni z domu wyjść – na zawsze, ważniejsza od urzędowego potwierdzenia jest prawdziwa więź! Czy da się ją stworzyć w 3 miesiące? Mało prawdopodobne…

    9. Rena 7 lipca 2014 o 09:45

      3 miesiące na to żeby kogoś spotkać i się z nim zaobrączkować to możliwe ale co dalej to już inna bajka.

      1. pepsieliot 7 lipca 2014 o 10:58

        No tak 90 dni to niezbyt dużo, ale współcześnie bycie z kimś nawet kilka lat pod jednym dachem niczego w kwestii zamążpójścia nie gwarantuje

    10. Agnieszka 11 stycznia 2017 o 10:37

      OMG, Pepsi, to najgorszy post na blogu jaki kiedykolwiek w życiu czytałam 🙁
      Naprawdę liczyłam na zakończenie o przemianie wewnętrznej bohaterki i poślubieniu bezdomnego albo wieśniaka bez ziemi.

    11. Robaczek 4 czerwca 2018 o 16:03

      Moją znajomą poznał facet, który po tygodniu się oświadczył,po dwóch był u ,,teściów”, a po trzech miesiącach było huczne wesele…dwa lata -dwójka dzieci, wiecznie mało czasu,bo milion biznesów do zrobienia, ciagle zmęczeni, chyba dopiero sie docierają, moze się im uda..

    12. Gonzo 4 czerwca 2018 o 18:00

      Takie rzeczy jak zamążpojcie/ brak zamążpójscia w danej chwili dobry astrolog wyczytuje z horoskopu – z układu planet, czyli osobiście wnioskuję, jak dusza nie ma w planie doświadczać w tym temacie, to ego może stanąć na rzęsach i tak nic z tym nie zrobi…

      1. Sańka 3 sierpnia 2018 o 20:47

        Nic podobnego 🙂 Po 2012 siła aspektów planetarnych w kosmogramie urodzeniowym bardzo straciła na znaczeniu. Mówiac krótko: im wyższa świadomość, tym łatwiej przeskoczyć każdy aspekt, nawet saturnowy. Zatem pusty/źle obsadzony Dom Siódmy da się szczęśliwie
        „odkręcić”.

        Ludzie uśpieni nadal ulegają tranzytom, ale to logiczne nawet 😉

    13. Gonzo 4 sierpnia 2018 o 00:01

      Teoretycznie… Z mojej praktyki… Jak widzę sado & moon, nessusa & asc, czy prominentne demoniczne asteroidy. etc to uciekam gdzie pieprz rośnie. 🙂 Ludzie kłamią, ale nigdy horoskop 🙂 O.K. prawie nigdy – „prawie” to w holdzie tym przebudzonym….

    14. Sańka 4 sierpnia 2018 o 11:42

      Zgadza się, horoskop rzuca dużo światła 🙂 Był czas, że całokształt postrzegania opierałam tylko na tym narzędziu i (zgodnie z PP) służyło mi ono wiernie! Nadal lubię robić wgląd przy poznawanych ludziach, by ustalić z grubsza ich „parametry” 😀

      Ten koment dodałam po to, by żadna istota nie zatrwożyła się , że ma poblokowane aspekty astro, więc skazana jest na wieczny marazm. Btw sama mam w kosmogramie urodzeniowym układ starej panny i…daję radę 😀 Trzeba tylko podkręcić świadomość.

      Pozdrawiam 🙂

      1. Gonzo 5 sierpnia 2018 o 21:19

        Sańka, bez dwóch zdań masz rację – wszystko jest do zrobienia… Ale to jest ciężka praca, bardzo ciężka. Sama mam nieaspektowane słońce i tylko pot z czoła przecieram 😉 póki co…
        Pozdro!

    15. Sańka 7 sierpnia 2018 o 22:51

      Właśnie, póki co…🙂 Będzie dobrze! Nieaspektowane Słońce też da się rozpuścić 🙂 Chyba, że masz z tego Słońca fun i karuzelę, wtedy warto trzymać 😀

    Dodaj komentarz

    www.medicaments-24.net/cialis-tadalafil/cialis-20-mg/

    www.steroid-pharm.com

    steroid-pharm.com